Nie lękajcie się

Kościół katolicki na całym świecie już po raz szósty wspomina w liturgii św. Jana Pawła II – dziś, 22 października, przypada właśnie ten dzień. To jednocześnie 41. rocznica Mszy św. inaugurującej pontyfikat Papieża Polaka, pierwszej, jaką transmitowała polska telewizja.

Warto wspomnieć, że w Kościele katolickim, zwłaszcza po Soborze Watykańskim II, obowiązuje zasada, iż wspomnienie liturgiczne osoby wynoszonej na ołtarze przypada w dzień jej śmierci, czyli dzień narodzin dla Nieba. Nie jest to jednak reguła bezwyjątkowa i w pewnych ważnych wypadkach papież może uznać, że dzień śmierci świętego na jego liturgiczne wspomnienie nie jest najlepszym rozwiązaniem. Wówczas wyznacza inny termin. Tak się stało np. ze św. Małgorzatą Marią Alacoque, której liturgiczne wspomnienie od 1929 roku obchodzono w rocznicę jej śmierci, 17 października. Gdy w roku 1969 data 17 października została wyznaczona jako dzień wspomnienia liturgicznego św. Ignacego Aniocheńskiego, dla św. Małgorzaty Marii trzeba było wyznaczyć inną datę (ustalono 14 października).

W wypadku Jana Pawła II, który zmarł 2 kwietnia 2005 roku, w wigilię ustanowionej przez siebie w całym Kościele Niedzieli Miłosierdzia Bożego, Papież Benedykt XVI, który ogłosił Go błogosławionym 1 maja 2011 roku, przypomniał, że bardzo często jest to czas Wielkiego Postu, nierzadko okres Wielkiego Tygodnia, co nie sprzyja uroczystej i radosnej atmosferze, wybrał więc inne ważne wydarzenie, związane z jego postacią, a mianowicie dzień inauguracji pontyfikatu.

To był dla mnie niezapomniany dzień. Zanim jednak do niego doszło był czas oczekiwania po niespodziewanej śmierci Papieża Jana Pawła I, który odszedł do Pana 28 września po 33 dniach pontyfikatu, a potem niewyobrażalna radość, która towarzyszyła wiadomości o wyborze kardynała Karola Wojtyły na stolicę św. Piotra. O emocjach, z tym związanych pisała moja siostra w tekście z 2018 roku „Biały dym”. Dla mnie była to radość, ale nie zaskoczenie. Właściwie nie wiem skąd przyszło mi to do głowy, bo przecież nie śledziłam spekulacji watykanistów, ale od 14 października, kiedy to zwołane po raz drugi w 1978 roku zgromadzenie kardynałów zabrało się w Kaplicy Sykstyńskiej na konklawe, o wybór Papieża Polaka się modliłam codziennie i głęboko wierzyłam, że jest to możliwe. Modlił się o to także mój wówczas pięcioletni synek Andrzej. Nic sobie nie robiłam z drwin, które zewsząd słyszałam, i wyśmiewania mojej naiwności. Tylko brat mojego męża, ksiądz Ryszard, powiedział mi tylko z lekką domieszką ironii w tonie głosu: „No cóż, wiara góry przenosi”. I to była jedyna opinia, w której zabrzmiała też nuta nadziei na spełnienie. Okres oczekiwania na werdykt konklawe był w moim życiu czasem szczególnym, spodziewaliśmy bowiem rychłych narodzin drugiego syna, który przyszedł na świat 28 października, mimo to moje emocje koncentrowały się znacznie bardziej na tym, co działo się w Watykanie, niż na sprawach osobistych.

Informacja o wyborze Kardynała Karola Wojtyły na stolicę Piotrową była lakoniczna i jedna z ostatnich doniesień Dziennika Telewizyjnego – głównego programu informacyjnego. Nawet w pierwszej chwili nie w pełni dotarła do mnie jego treść, ale gdy tylko uzmysłowiłam sobie, co naprawdę się stało, wywołało to uczucie euforii. Z radości rzuciłam się mężowi na szyję. Zakomunikowałam to też mojemu synowi.

– Andrzejku, wiesz, że polski kardynał Karol Wojtyła został papieżem? – zawołałam wbiegając do jego pokoju, na co mój pięciolatek odrzekł ze spokojem tonującym entuzjazm moich słów: „Przecież o to się modliliśmy”.  Dla niego to było oczywiste, taka jest dziecięca wiara.

Dzień 22 października 2019 roku to były Andrzejka urodziny i oglądanie telewizyjnej transmisji z Mszy św. odprawianej przez Papieża Jana Pawła II było dla niego szczególnym prezentem urodzinowym, którym bardzo się cieszył.

Pamiętam tę Mszę św. inaugurującą pontyfikat ze szczegółami. Chór Sykstyński śpiewa Veni Creator, z bazyliki do ustawionego na zewnątrz ołtarza wychodzą w procesji kardynałowie, podchodzą parami, całują ołtarz i zajmują miejsca w fotelach. Wreszcie pojawia się Jan Paweł II z laską pasterską zakończoną krzyżem, który dziś nazywamy papieskim. Towarzyszy mu burza oklasków. Gdy zajął miejsce na papieskim tronie zaczęło się homagium, czyli ślubowanie posłuszeństwa, składane przez kardynałów. I ta niezapomniana scena, gdy podchodzi Prymas Kardynał Stefan Wyszyński… Papież nie pozwala mu uklęknąć, ani pocałować w rękę i sam go całuje w dłoń. Trwają przez pewien czas w serdecznym uścisku. Tę scenę mam żywo w pamięci.

„Nie byłoby na Stolicy Piotrowej tego papieża-Polaka, który dziś pełen bojaźni Bożej, ale i pełen ufności rozpoczyna pontyfikat, gdyby nie było Twojej wiary, nie cofającej się przed więzieniem i cierpieniem, Twojej heroicznej nadziei, Twego zawierzenia bez reszty Matce Kościoła, gdyby nie było Jasnej Góry i tego całego okresu dziejów Kościoła w Ojczyźnie naszej, które są związane z Twoim biskupim i prymasowski posługiwaniem” – powiedział dzień później Ojciec Święty, zwracając się do Kardynała Stefana Wyszyńskiego.

Było coś symbolicznego w tych słowach i tej pamiętnej scenie z homagium. Dziś już wiemy, że Prymas Tysiąclecia dołączy 7 czerwca przyszłego roku do grona wyniesionych na ołtarze Polaków.

Liturgia słowa podczas inauguracyjnej Mszy św. zaskoczyła, bowiem pierwsze czytanie było po angielsku, a drugie po polsku (zaszkliły mi się oczy), Ewangelia zaś po łacinie i w języku greckim. Po raz pierwszy czułam namacalnie powszechność Kościoła. Pamiętam homilię, którą Ojciec święty zaczął po włosku, potem mówił po polsku, a następnie w coraz to innym języku, hiszpańskim, angielskim, niemieckim, francuskim, co wywoływało entuzjazm kolejnych grup zebranych na Placu Świętego Piotra. Jeszcze wtedy nie zdawałam sobie sprawy, że będzie to znak szczególny tego pontyfikatu, ale wtedy czułam szczególne działanie Ducha Świętego. To były naprawdę podniosłe chwile.

Czuliśmy, że na naszych oczach dzieje się historia, i to tylko początek niezwykłych zdarzeń, które mamy przed sobą. Z homilii zapamiętałam tylko słowa: „Nie lękajcie, otwórzcie na oścież drzwi Chrystusowi”.

Przestaliśmy się bać… Cieszę się, że to właśnie ten dzień jest liturgicznym wspomnieniem świętego Jana Pawła II.

Maria WANKE-JERIE

Absolwentka Uniwersytetu Wrocławskiego, z wykształcenia matematyk teoretyk, specjalista PR, od 25 lat pracownik Uniwersytetu Przyrodniczego we Wrocławiu. Współtworzyła pierwszy „Raport o stanie nauki w Polsce”. Współautorka biografii Romana Niegosza „Potrzeba ludzi przyzwoitych. Roman Niegosz – życie dla Polski” oraz „Zobowiązywała mnie przysięga. Proces Władysława Frasyniuka 1982”. Odznaczona Medalem „Niezłomni” (2013).

Możesz również polubić…

4 komentarze

  1. Małgorzata Wanke-Jakubowska pisze:

    To były także dla mnie wyjątkowe dni. Z zapartym tchem oglądaliśmy pierwszą w historii PRL transmisję Mszy św. z Watykanu, a mąż robił fotografie z czarno-białego telewizora, jaki wtedy mieliśmy. Zostały nam na pamiątkę do dziś. Niesamowite wrażenie zrobiło na mnie to homagium, a zwłaszcza gdy spleceni w uścisku dwaj wielcy Polacy trwali tak we wzajemnie oddawanym hołdzie.

    Św. Jan Paweł II to patron rodziny, orędownik i wspomożyciel w różnych trudnych sprawach. Zanosiłam nieraz prośby za jego wstawiennictwem. Jego wizerunek ze specjalną modlitwą mam koło łóżka i często się do niego zwracam z prośbami i podziękowaniami. Jest mi bardzo bliski.

    Dzień 22 października to także imieniny mojego 13-letniego wnuka, któremu rodzice nadali imiona Jan Karol i św. Jana Pawła II wybrali na patrona. Oczywiście pamiętam też o urodzinach mojego siostrzeńca i chrześniaka Andrzeja, syna mojej siostry.

    Ważny to dzień. Dla każdego z nas. A także dla Polski i świata.

    Święty Janie Pawle II, módl się za nami.

  2. Małgorzata Wanke-Jakubowska pisze:

    Św. Jan Paweł II to jedyny święty, którego publiczną działalność śledziłam za jego życia przez prawie 27 lat. Chłonęłam jego słowa, wczytywałam się w homilie wygłaszane podczas pielgrzymek do Polski. Byłam w Krakowie podczas pierwszej pielgrzymki w 1979 roku, wiwatowałam na trasie przejazdu, wyczekiwałam pod oknem przy Franciszkańskiej 3 (Boże, jak boli mnie to, co działo się pod tym oknem w tym roku), byłam na Błoniach Krakowskich 10 czerwca 1979 roku i pamiętam jego prośbę, byśmy całe to duchowe dziedzictwo, któremu na imię „Polska”, raz jeszcze przyjęli z wiarą, nadzieją i miłością — taką, jaką zaszczepia w nas Chrystus na chrzcie świętym,
    — abyśmy nigdy nie zwątpili i nie znużyli się, i nie zniechęcili,
    — abyśmy nie podcinali sami tych korzeni, z których wyrastamy.
    A potem były kolejne pielgrzymki i odwiedziny we Wrocławiu w 1983 roku i Msza św. na Partynicach, gdzie padły słynne słowa o Wrocławiu jako mieście spotkania, co stało się hasłem promocyjnym stolicy Dolnego Śląska i Kongres Eucharystyczny w 1997 roku.
    Wczytywałam się w encykliki, zwłaszcza Evangeliium Vitae i adhortację „Familiaris consortio”.
    Przeżywałam jego odchodzenie do Pana.
    Żaden święty nie jest mi tak bliski jak on.
    Byłam wczoraj na Mszy św. i ucałowałam relikwie. Wiem, że na jego wstawiennictwo zawsze mogę liczyć. Proszę jak kogoś bliskiego: „Pomóż, poradź, wstawiaj się”. I dziękuję, gdy moje prośby zostały wysłuchane.

  3. rafal.kubara@interia.pl' Rafał Kubara pisze:

    Kolejne rocznice związane z św. Janem Pawłem II są okazja do wspaniałych wspomnień i wzruszeń. Te wspomnienia pozostaną z nami na całe życie. Moje wspomnienia z okresu wyboru Polaka na papieża zawarłem w komentarzu do tekstu „Biały dym”. Rocznice te są tez jednak przyczynkiem do niezbyt przyjemnych refleksji. Jak bardzo się od tego czasu zmieniliśmy – my osobiście i zbiorowo jako naród, społeczeństwo, polski Kościół. Podziały polityczne sięgające nawet w głąb rodzin, atomizacja – zanik poczucia wspólnoty, społecznej solidarności, egoizm, materializm, konsumpcjonizm, hedonizm, relatywizm moralny. Wyzwaniem są nowe ideologie, czasem frontalnie, a czasem w zawoalowany sposób atakujące podstawy społecznego ładu, chrześcijańską etykę i tradycje
    Długo można by wymieniać przejawy kryzysu, pogubienia się. Myślę, że trzeba się modlić za wstawiennictwem świętego Jana Pawła II, by Duch Boży znów odnowił oblicze Tej Ziemi.

  4. Maria WANKE-JERIE pisze:

    Kolejne rocznice związane z św. Janem Pawłem II są okazją do wspaniałych wspomnień i wzruszeń – napisał Rafał Kubara w komentarzu, ale – jak widać – ten tekst do wspomnień zachęcił jedynie moją siostrę. Widać, że jej tekst sprzed roku zatytułowany „Biały dym”, napisany w 40. rocznicę wyboru Karola Wojtyły na Stolice Piotrową już wyczerpał pulę wspomnień. A może powodem jest to, o czym pisze Rafał Kubara, że tak bardzo się od tego czasu zmieniliśmy, czego wyrazem są podziały polityczne sięgające nawet w głąb rodzin, atomizacja – zanik poczucia wspólnoty, społecznej solidarności, egoizm, materializm, konsumpcjonizm, hedonizm, relatywizm moralny… Dziękuję za tę refleksję i… zachętę do modlitwy za wstawiennictwem św. Jana Pawła II, by Duch Boży znów odnowił oblicze Tej Ziemi.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *